4/03/2017

Historia mordercy przecinków


Pisać chciałem od zawsze i nigdy nie przychodziło mi to z łatwością. Pierwsze próby podjąłem w czwartej klasie podstawówki, kiedy to popełniłem powieść fantasy która liczyła trzydzieści stron, a jej zakończenie było zerżnięte z intra gry Heroes of Might and Magic IV. Zostałem wtedy wyśmiany przez domowników i nauczycielkę od polskiego. "Pisarstwo" porzuciłem na kilka lat i kolejne próby stworzenia czegoś własnego podjąłem pod koniec szóstej klasy. Były to głównie krótkie opowiadania i pseudo felietony, które trafiały do szuflady. W gimnazjum języka polskiego uczyła mnie zajebista babka, która stwierdziła, że potrafię pisać i mam jej przynieść coś z mojej szuflady, co też uczyniłem. Po kilku dniach poprosiła, żebym został chwilę po lekcji. Powiedziała, że fajnie piszę i jako jeden z nielicznych uczniów potrafię wplątywać dialogi w tekst, ale interpunkcja jest u mnie na poziomie zerowym (jeśli ktoś mnie kojarzy z poprzedniego bloga, to wie, że przecinki były wrzucane w losowe miejsca) i nie potrafiła zrozumieć dlaczego (w podstawówce nikt mnie tego nie nauczył i tak już zostało). Podjęła próby wpojenia mi tej wiedzy tajemnej, niestety niewiele z tego wyniosłem. A dziś tekst pod względem przecinków redaguje moja dziewczyna, która nadała mi pseudonim "przecinek". Nie mówcie Jej, ale podoba mi się to przezwisko. ;)

Do końca gimnazjum pisywałem opowiadania, które później posłużyły jako podpałka do ogniska. W ten  nadeszły czasy szkoły średniej, gdzie odkryłem wynalazek zwany blogiem - wiem, wiem spostrzegawczy jestem. Tak też zacząłem pisywać posty (codziennie). Blog nosił nazwę GOD IS AFK i cieszył się dziesięcioosobową grupą czytelników. Po około dwóch latach narodziła się inicjatywa prowadzenia bloga o tematyce lifestyle i tak też powstał Toudi, który w dość krótkim czasie zmienił tematykę na "mój drogi pamiętniczku". Nastał czas cichych dni, tygodni i miesięcy (albo miesiąca), po których swego otwarcia doczekało się obecne Umiejscowione, które wbrew przeciwnością losu nie zostało jeszcze usunięte.

Pomiędzy GOD IS AFK a Toudim zacząłem pisać moją powieść o tytule "Bezsenność", która na dzień dzisiejszy liczy trzy i jedną szesnastą rozdziału. Pisanie NIE jest łatwe - serio -  ile ja to razy usuwałem masę stron, bo były po prostu słabe. Jednak gdzieś tam w chuj daleko (i głęboko) widać światełko w tunelu, bo mimo wszystko ta powieść raczkuje, powoli (baaaaardzo powoli), ale raczkuje! Pomaga mi w tym nic innego jak alkohol muzyka, a dokładnie playlista, która z niewiadomych przyczyn ułatwia pisanie, jednak utwory muszę dobierać ostrożnie, ponieważ przy niektórych odrywam wzrok od edytora tekstu i zaczynam przeszukiwać bibliotekę Spotify w poszukiwaniu innych kawałków danego artysty, a to nie skutkuje wystukiwaniem leniwych literek na klawiaturze. Playlista liczy aktualnie czternaście utworów i powoli się powiększa.



Jest na niej miszmasz gatunkowy ale to pomaga, nie ma stałości (istnieje takie słowo?), cały czas coś się zmienia, a to sprawia, że mózg nie czuje monotonii i pozwala produkować coraz to nowe i zajebiste rzeczy, słowa i całą resztę tego gówna. Przynajmniej tak to sobie tłumaczę. Może nie jest to odkrycie godne lekarstwa na raka albo w ogóle nie jest to odkrycie, ale jest moje i nikt mi tego nie zabierze #dumapolakacebulaka

A czego Wy słuchacie przy tworzeniu tekstów godnych Mickiewicza?

6 komentarzy

  1. Wspólne mamy Mass Effect i Kaczmarskiego ;) Aczkolwiek do pisania na blogu lubię albumy, żeby pozostawać w jednym klimacie - czasami God is an astronaut, czasami Hunter, kiedy indziej Kaczmarski albo soundtrack z któregoś Wiedźmina, ale musi pasować klimatem do tego, co piszę.
    Teksty nie na bloga (które piszę tylko dla wyżycia się) powstają przy Lorn, a wszelkie teksty na uczelnie - Cigarettes after sex.
    Dobrze, że moje teksty z podstawówki nie przetrwały nawet w mojej pamięci. Ale w zasadzie - mieliśmy prawo. Chociaż w gimnazjum nie pisałam o wampirach, to sobie chwalę :P Chociaż biorąc pod uwagę fakt, że próbowałam pisać dramaty polityczne i powieści wzorowane na całym nurcie polskiej martyrologii... Grunt to w którymś momencie z tego wyrosnąć. Dlatego piszę teraz tylko dla siebie, bo czuję, że nie wyrosłam.
    Heh, przecinków nauczyłam się czytając książki, nie znając w ogóle zasad jestem w stanie zdawać kolokwia ortograficzne na studiach, to się nazywa supermoc. Ale dla przyszłej pracy będę musiała się tego nauczyć i już sobie współczuję :c
    Wiesz, mnie cieszą tacy ludzie jak Ty, moje przyszłe źródło zarobków :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak różnorodnie! Nie mogę się napatrzeć :D Creedence, Kaczmarski i motywy z GTA na jednej playliście! Jestem urzeczona. :D Sama lubię mieszać różne gatunki, aczkolwiek wolę pisać w ciszy. Muzyka sprawia, że moje myśli uciekają.
    Ciekawa opowieść, ja w sumie zawsze lubiłam pisać, ale nigdy nie było to dla mnie priorytetowym zainteresowaniem. Dobrze, że odnaleźliśmy się na blogach. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że poza Comą nie znam żadnej piosenki z Twojej playlisty.
    I pisać też zawsze chciałam, wciąż zresztą mam nadzieję, że kiedyś dokończę moją powieść. Tobie też tego życzę. :)
    Pisać lubię w ciszy, muzyka lecąca w tle sprawia, że zaczynam nucić albo błądzić po youtube.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja kiedyś próbowałam pisać. Ale poza blogiem idzie mi to kiepsko. To jest zajęcie, które faktycznie wymaga czasu, skupienia i pomysłów

    OdpowiedzUsuń
  5. Pisanie to trudna sztuka, sama coś o tym wiem. Swoją pierwszą książkę zaczęłam pisać w wieku 10 lat, a potem już jakoś poszło dalej i ewoluowało. Trzymam kciuki za Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pisać nie umiem, chociaż lubię. A co do muzyki to .. Mam płyty z każdego gatunku. Dosłownie. Lubię wszystko, słucham wszystkiego. No może poza dudniącym techno czy dubstepem ;)

    OdpowiedzUsuń

Kontakt

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Bloglovin

Follow

Obserwatorzy

© Umiejscowione
Maira Gall