(Post zainspirowany wpisem Biny)
Nie będzie tu o podrywie (w sumie to pewne elementy podrywu będą), a o wyłudzaniu alkoholu od nieznajomych.
Od razu zaznaczę że oczywiście istnieją również normalni ludzie, przynajmniej tak słyszałem.
Ci co mnie znają zapewne wiedzą że kluby to miejsca których unikam jak ognia, jednak czasami tam zawędruje i wtedy to jestem świadkiem bardzo dziwnych zachowań. Od dziewczyny która za swój cel obrała sobie przelizanie się ze wszystkimi w klubie, od barmanów po nawalonego kolesia który pomylił szatnię z toaletą. Tak więc ja zawsze, ale to zawsze okupuje bar. Bar to mój dom, mam nawet specjalną listę trunków które zamawiam w określonej kolejności (o tym będzie osobny post) i zawsze kiedy jestem przy zamawianiu 3-4 pozycji z mojej alkoholowej listy, przypałęta się zagubiona duszyczka, która ruszyła na klubowe podboje bez pieniędzy (nie chodź do klubów jeśli nie masz minimum 50zł) i próbuje napić się na krzywy ryj. Kobiety jak to kobiety udają że się im podobasz i chcą lepiej Cię poznać przy drinku którego im postawisz. Innym sposobem płci pięknej jest udawanie że właśnie rzucił ją facet i kładzie swój łeb na Twoje ramię udając płacz i mamrocząc że chciałaby się upić.
Oczywiście faceci nie są lepsi, co prawda w podryw się nie bawią, ale również są denerwujący. Tutaj to wygląda zawsze tak samo, zmienia się tylko to skąd Cię niby "znają":
- O siema, dawno Cię nie widziałem...
...kiedy wróciłeś do kraju?
...wyszedłeś na warunkowe?
...zerwałeś już z Martą/Marią/Karoliną/Elżbietą/Wiktorią?
...kiedy następna walka?
...robisz tour po wszystkich klubach w Polsce? (tego tekstu nie rozumiem)
Oczywiście zdarza się (ale tylko u kobiet) że podejdzie i zapyta wprost czy nie postawie jej drinka, bo nie ma pieniędzy, i przy takim obrocie spraw zawsze kupuje, bo lepsze to niż jakieś żałosne zaczepki.

Blogger leci sobie w kulki i piszę ten komentarz drugi raz :( No ale niech stracę xd
OdpowiedzUsuńPo przeczytaniu Twojego wpisu cieszę się, że nie chodzę do barów ani klubów. Wiedziałam z opowieści, że takie rzeczy z chodzeniem do barów/klubów na pałę z pustym portfelem występuje, ale nie wiedziałam, że jest to aż takie nagminne...
Ten wpis też przypomniał mi o kwestii meneli - wiadomo, że są tacy co podchodzą na ulicy i pytają czy dorzucisz im 3 ziko na chleb... Tsa. A woń taniego wina czuć na 50 metrów. Takich ludzi się olewa (przynajmniej w moim wypadku). A są też ludzie, którzy podchodzą do ciebie i mówią od razu żebyś wspomógł ich, bo prakuje do piwka - i w takiej sytuacji prawie zawsze (chyba, że się śpieszę) wyciągam portfel w poszukiwaniu drobnych. A za taki datek często można usłyszeć miłe słowa i komplementy xd Cóż, wniosek jest taki że szczerość popłaca.